Jak z fana domoticza stałem się jego wrogiem w 7 dni ..

To tak trochę pół żartem, pół serio. Ale żeby rozjaśnić i uzasadnić to stwierdzenie opiszę po krótce jak to się zaczęło i jak rozwijał się mój system oparty o domoticz.

Zaczęło się to w 2015 r. kiedy w nowo budowanym domu jako człowiek związany z IT zapragnąłem mieć coś „smart”.

Po krótkiej lekturze okazało się, że nie stać mnie na rozwiązania przemysłowe lub profesjonalne oparte o KNX, jakieś Fibaro itd..

Poszperałem trochę w Googlu i trafiłem na Domoticz. Zupełnie nie wiem czemu – powstał niewiele wcześniej niż home assistant. I spodobał mi się. Zobaczyłem duży panel ze sterowaniem światłami, dane z termometrów i wiedziałem, że chcę go mieć.

Tylko nie wiedziałem jak.

Równolegle rozwijała się platforma arduino i nią też się interesowałem. Już wtedy wiedziałem czytając różne fora i blogi, że niezależnie od rozwiązania najbezpieczniej jest puścić skrętkę ethernetową do każdego przełącznika. Wtedy nawet przejście na rozwiązania komercyjne nie stanowi problemu. Tak też uczyniłem.

W międzyczasie rozwijałem moją wiedzę o arduino i domoticzu. Wiedziałem, że moje arduino musi gadać po sieci – wyposażyłem się więc w moduł WS5100 (shield do arduino mega 2560).

Znalazłem też niejako przypadkowo w dummy switchu 2 pola: co ma się wywołać przy włączeniu przycisku oraz wyłączeniu.

Niewiele myśląć zrobiłem w arduino prosty program, który po odebraniu w adresie url fragmentu /salonOn  poda stan wysoki na pin 22. Analogicznie zrobiłem też /salonOff.

Dodałem tak ok 10 świateł i przez 3 lata cieszyłem się, że jakoś to działa po http.

Z powodu niedużego budżetu oraz ciągotek do programowania w arduino jakoś to rozwijałem i usprawniałem, nie szukałem i nie interesowałem się gotowcami typu shelly itd..

Miałem 2x arduino mega + WS5100 – na parterze i na piętrze.

Działało to całkiem nieźle, nawet podpiąłem sobie czujki z centralki alarmowej Satela, automatyzacje się rozwijały. Z czasem pojawiły się też pierwsze lagi, momentami coraz większe.

Kluczowym momentem który zatrzymał mojego Domoticza przy życiu i paradoksalnie go również pogrzebał była zmiana komunikacji na MQTT mniej więcej rok temu.

Przejście na MQTT rozwiązało sporo moich problemów, zmusiło też do pogłębiania wiedzy ale niejako też komplikowało sam aspekt programowania moich dwóch arduino które były „sercem” domu i elementem wykonawczym. Domoticz był tylko prostym panelem do jego obsługi.

Z czasem udało mi się rozwinać pewne automatyzacje w LUA, jednak to mi nie wystarczało.

 

Jak wyglądał mój smart home z Domoticzem na czele w szczycie formy?

  • Światłami sterowałem przez przekaźnik 5v wrzucony w puszkę za włącznikiem światła
  • Tam gdzie z lenistwa nie puściłem kabli, wrzuciłem Wemos D1 mini + zasilacz HiLink
  • Integracja z Odkurzaczem Roborock S50
  • Sterowanie ledami na sterowniku H801 z firmware tasmota (ok 3 szt, via plugin pythonowy)
  • Integracja z Google Home przy wykorzystaniu IFTTT oraz Nora (node-red)
  • Składanie i rozkładanie kanapy w salonie (2 przekaźniki z blokowaniem, zawsze działa tylko jeden, oparte o Wemos D1mini i to wszystko podlutowane do pinów w fabrycznym kablowym pilocie)
  • Integracja z dekoderem opartym o Enigma2 (via plugin python)
  • Integracja z alarmem Satel (stany czujek, uzbrajanie i rozbrajanie) poprzez piny centralki (bez uzycia modułu ETHM)
  • Integracja z bramka philips HUE, obsługa 2 żarówek
  • Sterowanie funkcją ambilight w telewizorze philips (bardzo podstawowe!)

To wszystko jakoś działało, raz lepiej raz gorzej. Co jakiś czas aktualizowałem system, jednak co ciekawe – on od 5-ciu lat się nie zmieniał. No ale trudno – przynajmniej działa.

Co się stało, że przeszedłem na Home Assistant?

Po updejcie do wersji 2020 zaczęły się restarty, nie bardzo wiadomo czemu. Zainstalowałem monita. Po zaglądnięciu w logi okazało się, że 5-6 razy dziennie domoticz pada i monit go podnosi. Ale to nie był jakiś duży problem dla mnie, używałem wersji beta i się z tym liczyłem.

Zaczeło mnie denerowować, że mając aplikację na komórce zawsze traciłem 10 sekund na znalezienie przełącznika którego stan chcę zmienić.

Zacząłęm szukać alternatywnych aplikacji do sterowania, było parę fajnych. Ale każdy przycisk trzeba dodać osobno i odpowiednio zdefiniować czym jest, co robi – czy to przełącznik, czy może suwak itd.

Potem przypomniałem sobie, że mniej więcej rok temu odpaliłem sobie w dockerze testowo Home Assistant.

I to był błąd – odpaliłem go poza swoją domową siecią na laptopie, nie wykrył żadnych urządzeń a ja nie potafiłem nic do niego dodać. Odpuściłem sobie wtedy ten temat.

Co ważne w tej historii – kiedyś miałem więcej czasu na dłubanie, szukanie rozwiązań czy debugowanie. Po tych paru latach doszedłem do wniosku, że dalej mam chęć rozwijać swój smart home, ale nie chcę tracić wielu dni na wdrażanie moich pomysłów w życie.

Coś mnie tknęło i postanowiłem znowu poszukać rozwiązania do automatyzacji. Na rynku mamy 3 głównych graczy – Domoticz, OpenHab i HomeAsisstant. OpenHab trochę mnie odrzucił topornością interfejsu i dość dużym progiem wejścia.

HA też ma jakiś próg wejścia, ale czytając opinie i artykuły w sieci ustaliłem, że nie jest on tak duży.

Mniej więcej miesiąc temu zainstalowałem HA obok mojego Domoticza na Debianie 10.

Trudno mi opisać emocje jakie mną targały po pierwszym uruchomieniu. To takie połączenie ekscytacji, fascynacji, oczarowania. Coś pięknego.

Na starcie bez dotykania konfiguracji dostałem powiadomienie od interfejsu, że HA wykrył w sieci mojego Google Home oraz Phlips Hue, a także router Asus oraz klient P2P Transmission zainstalowany na NASie Netgeara.

Myślę sobie – ale jak to?  W domoticzu nic samo się nie doda, a żeby zrobić cokolwiek muszę mieć plugin od jakiegoś fachury z githuba, który od 2 lat tego pluginu nie updejtuje, ale jakimś cudem dalej to działa.

No i wtedy potoczyło się to dalej. Wiedziałem, że chcę mieć ten system, który jest nowoczesny, ciągle rozwijany, jest user-friendly i mógłbym wymieniać jeszcze więcej zalet, ale nie chce zabrzmieć jak marketingowiec.

Tego nie da się zobaczyć na screenach w Google, to trzeba poczuć w SWOIM DOMU, na swojej sieci i ze swoimi urządzeniami.

Mam nadzieję, że kiedyś powstanie nowy, lepszy system który pozwoli mi poczuć te emocje raz jeszcze

Dla mnie ta przesiadka to przełom, przepaść, dzień do nocy i jeszcze wiele przeciwstawnych znaczeń.

HA to nie tylko większa ilość integracji czy ładniejsza skórka, to całkiem inna filozofia produkcji oprogramowania i jego dostarczania.

Nie wiesz czy jest dla Ciebie? Sprawdź, nie oglądaj obrazków. Zainstaluj u siebie na boku i przekonaj się. Tylko uważaj, bo HA wciąga.

 

 

 

Facebook - komentarze